<< Wychowanie i kontrola | Strona tytułowa | Odrobina dobra >>

Byc rodzicem, czyli kilka slow o milosci

Dominika, mimo ukończonych czternastu lat, nie potrafi przewidywać konsekwencji swoich decyzji, brakuje jej też głębszej autorefleksji. Dzisiaj wie już, że dom dziecka nie jest rajem na ziemi, gdzie bez ograniczeń ogląda się telewizję, je, surfuje w internecie, gdzie nie trzeba składać własnych ubrań ani ścielić łóżka, a nauka idzie w całkowite zapomnienie. Kiedy uświadamiam jej, że wybierając pobyt w placówce (jako odwet za moją odmowę natychmiastowego zakupu nowych spodni), zadziałała na własną szkodę, odpowiada tylko: "myślałam, że tam będzie fajnie". Gdyby rzeczywiście było fajnie, z pewnością by tej decyzji nie żałowała.

Z góry przewidzieliśmy, że skoro córka dotychczas w każdym środowisku miała problemy adaptacyjne, to i w tym miejscu one się pojawią. Nie sądziliśmy jednak, że wystąpią na taką skalę i tak bardzo dadzą się jej we znaki. Dziewczynki w takiej placówce nie są ani trochę grzeczne, w dodatku wyczuwają podwójną inność Dominiki; po pierwsze wynikającą z jej zaburzeń, po drugie będącą konsekwencją podejmowanych przez nas wciąż na nowo prób troskliwego i mądrego wychowania, co zaowocowało tym, że mimo wszystko, nie jest ona jednak zdemoralizowana. Był taki okres, kiedy niemal codziennie wysłuchiwałam wyznań telefonicznych zapłakanej córki.

Po pierwszym tego typu telefonie, przerażona przekazałam mężowi to co przed chwilą sama usłyszałam w słuchawce - informację o szarpaniu Dominiki za włosy, straszeniu z nożem w ręku. Zobaczyłam na jego twarzy autentyczne zatroskanie i w sekundzie całą sobą poczułam jak bardzo kocham go za to spojrzenie, w którym wciąż widać miłość do siejącej zniszczenie dziewczynki. Usiadłam na kanapie obok i wspólnie od nowa przeżywaliśmy ostatnie wydarzenia, ubolewając nad tym jak wielką Dominika wyrządziła sobie krzywdę, na własne życzenie odchodząc z domu. Postanowiliśmy też za wszelką cenę walczyć o dobre docelowe miejsce dla niej - takie, w którym otrzyma kolejną szansę na wyjście ze swoich problemów.

Dziękuję Panu Bogu, Temu od Którego pochodzi wszelkie dobro w nas, za ten moment i wszystkie inne, być może nieliczne, w których uświadamiamy sobie, że jednak na dnie serca wciąż tli się miłość do niej. Oczernieni przez córkę, zmęczeni podejrzliwymi, a przynajmniej zaciekawionymi spojrzeniami bliższych i dalszych sąsiadów, zmuszeni do udowadniania swojej niewinności instytucjom, które w tym momencie mają prawa tego od nas wymagać, zeznający na policji w sprawie o znęcanie, wciąż mamy w sobie dość uczuć, by przejąć się jej krzywdą i płaczem. To jest miłość. Być może nie taka, jaką żywi większość rodziców wobec swoich dzieci - emocjonalna, przejawiająca się w sposób naturalny w gestach i słowach, ale miłość intencji, ta, która jest troską i pragnieniem dobra drugiego człowieka.

Niektórzy uważają, że powinno to być oczywiste jak oddychanie, spotkaliśmy na naszej drodze osoby, które wręcz wymagały tego od nas. Wydaje się im naturalne, że w tak trudnej sytuacji będziemy zawsze pozytywnie na córkę reagować. Jeśli ktoś ma wobec nas takie oczekiwania, to znaczy, że ani trochę nie rozumie istoty rodzicielstwa adopcyjnego, zwłaszcza tego, które rozpoczęło się, gdy pociecha w chwili spotkania była kilkuletnim młodym człowiekiem. To znaczy, że wywierając emocjonalny nacisk, każe nam niejako tym bardziej udowadniać, iż jesteśmy "prawdziwymi" rodzicami, zawsze przyjmiemy nasze adoptowane dziecko z bogactwem inwentarza i w dodatku z szerokim uśmiechem na twarzy. Nie mam potrzeby udowadniania sobie niczego. Nie ma we mnie ani krzty pragnienia, by przekonać kogokolwiek czy choćby siebie samą, że kocham Dominikę tak jak kochałabym urodzoną przez siebie i od początku wychowaną wspólnie z mężem małą dziewczynkę. Nie ma we mnie presji, by zaprzeczyć naturze i wykonywać sztuczne gesty, po to by budować fałszywy obraz adopcji. Wiem ile razem zrobiliśmy dla Dominiki i wiem ile planujemy zrobić w przyszłości. Wiem, że niezależnie od uczuć szalejących aktualnie "na powierzchni", przez resztę życia będę nosić ją w moich myślach i szukać jej dobra.

To nie jest ani odrobinę oczywiste. To jest ogromnie dużo i zamierzam być dumna z tego, że to w sobie ocaliłam.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack