<< Wychowanie i kontrola | Strona tytułowa | Wychowanie i kontrola >>

Wychowanie i kontrola

Obrazek drugi

Zaraz po studiach zaczęłam pracować w liceum. Byłam młodą nauczycielką, ale nigdy nie pozwoliłam zrobić z siebie koleżanki uczniów. Poświęcałam im dużo czasu, także tego poza godzinami pracy, ale wymagałam konsekwentnie i stawiałam jasne granice, dzięki czemu bardzo szybko stałam się jednym z najbardziej popularnych nauczycieli w szkole. Kiedy po trzech latach pracy wiedziałam już, że odchodzę i zakomunikowałam to dzieciakom, niektóre dziewczynki płakały. Przechowuję też maile od uczniów z tamtego okresu; większość z nich zawiera podziękowania za wspólnie spedzony czas i za to, że przede wszystkim uczyłam ich życia - sami to zauważyli i sami uznali za ważniejsze niż kształtowanie w nich wiedzy humanistycznej. Kiedy wychodziłam za mąż, nie byłam już pracownikiem szkoły, a jednak uczennice zaproponowały pomoc w liturgii, wzięły na siebie czytania, modlitwę wiernych, kilka osób przewinęło się przez moje mieszkanie tuż przed ceremonią, gdyż zaoferowały przystrajanie samochodu. W wielkim kościele dominikanów wypełnili niemal wszystkie ławki.

Dzisiaj też czasem jeszcze ktoś się odezwie; studenci, niektórzy są już absolwentami. Pytają co słychać, dziękują za nasz wspólny czas. Myślę o nich zawsze ciepło i serdecznie, a trzyletni okres pracy w szkole, wspominam jako jeden z najlepszych w moim życiu, bo najbardziej owocnych. A może inaczej; szybko przynoszący owoce. Czasem postępowałam jak ktoś kto zaświeci latarką na ścianie ciemnego pomieszczenia, a następnie szybko ją zgasi, mówiąc: "szukaj". Szukali, większość z nich dała się bardzo łatwo zaprosić do tej przygody. Stałam sobie gdzieś z boku i przyglądałam się jak pod wpływem małych impulsów z mojej strony, od razu kierują się w stronę prawdy, zaczynają poszukiwać Boga i momentalnie pięknieją. To jedno z najpiękniejszych życiowych doświadczeń - móc widzieć jak drugi człowiek dorasta i staje się dojrzalszym sobą.

Oczywiście bazowałam na tym, co w tych młodych ludziach wypracowali w pierwszych latach życia ich rodzice. Wychowywanie córki niestety nigdy nie było fascynujące i nie stanowiło obserwowania naturalnego procesu stawania się. Walka - męczarnia - godzenie się na minimum; tak mogłabym scharakteryzować krótko proces, który rozegrał się we mnie na przestrzeni tych ośmiu lat. Czasem zadaję sobie pytanie gdzie jest jej wewnętrzne piękno. Bo przecież jest, musi być, posiada je każdy człowiek. Czy ktoś kiedyś zdoła je wydobyć? Wierzę, że może się tak stać, jeśli trafi w nowej szkole na odpowiednich ludzi. Szkoda, że nie mogę to być ja. Bardzo chciałam być świadkiem jej dorastania, ale dzisiaj wiem już, że nie tędy droga. Niestety.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack