<< Buzia umazana lodami | Strona tytułowa | Niedobra kolezanka >>

Pies w kolczatce

Udało się. Dzierżąc w dłoni prawomocne postanowienie sądu o ustanowieniu mnie rodziną zastępczą dla Dominiki, postanowiłam dopełnić pewne formalności w PCPR w mieście, z którego pochodzi córka. Załatwiłam, co trzeba z panią, która pomogła w przeprowadzeniu tej sprawy i chciałam się pożegnać, gdy kobieta nagle mnie zatrzymała. Wyraziła radość z faktu, iż procedura przebiegła bez zastrzeżeń, życzyła powodzenia i na koniec wypowiedziała zdanie, które pamiętam do dzisiaj: "niech ją pani trzyma krótko jak psa w kolczatce, bo inaczej panią zniszczy". Wyszłam zaskoczona i zbulwersowana zarazem. Zniszczy mnie? Biedna, skrzywdzona a potem porzucona siedmiolatka? Jak można porównać dziecko do psa?

O Dominice wiedziałam, że jest dzieckiem po przemocy, nie widzi na jedno oko i ma kłopoty ze słuchem. Była badana przez panią psycholog, która powiedziała mi, że dziewczynka jest miła, lgnąca, otwarta, ale potrzebuje klarownych zasad wychowawczych i konsekwentnego stawiania granic. Proste? Oczywiście, przecież zostałam przeszkolona przez doświadczonych specjalistów. Żaden z nich nie wspomniał, iż mojej przyszłej córce należy zakupić obrożę z kolczatką. Powiedziano mi o tym dopiero, kiedy formalnie byłam już mamą zastępczą Dominiki.

Dominika miała siedem lat, była dzieckiem z poważnymi dysfunkcjami, co praktycznie dyskwalifikowało ją w oczach 99% kandydatów na rodziców. Wiem, że gdybym nie zdecydowała się nią zaopiekować, miała trafić do ośrodka dla dzieci z niepełnosprawnością intelektualną i chorobami somatycznymi. O rad w Polsce wtedy nikt nie słyszał, pierwsze publikacje pojawiły się dopiero trzy lata później. Współpracowaliśmy wtedy z mężem już z innym ośrodkiem adopcyjnym, którego pracownicy robili wszystko, co w ich mocy, by tę wiedzę szybko upowszechnić i wiem, że robią to nadal. Nie oskarżam i nie mam żalu do nikogo. Tamci ludzie walczyli o to, żeby moja córka nie została z marszu skazana na przegraną, żeby chociaż otrzymała szansę na znalezienie domu. Dzisiaj jestem przekonana, że dyrektor ośrodka - bardzo sympatyczny, dobry człowiek, którego nie przestałam szanować, przewidział, że będę miała z córką bardzo trudne życie. Usprawiedliwiam go jednak całkowicie - walczył o dziecko i dla dziecka.

Na szkoleniu powiedziano mi, że miłość i konsekwencja przezwyciężą wszystkie problemy. To nieprawda. Dobrze by było, żebyśmy dzisiaj wszyscy zrewidowali to przekonanie - dziecko z rad miłością gardzi, a konsekwencję rodziców potrafi umiejętnie obejść.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack