<< A nuż się uda...? | Strona tytułowa | Buzia umazana lodami >>

Upomnienie od pani psycholog

Dominika kończyła właśnie czwartą klasę szkoły podstawowej i widać było jak na dłoni, że w niedługim czasie zaczniemy mieć z nią naprawdę poważne problemy. Zostałam poproszona o wypisanie jej z dodatkowych zajęć tanecznych, gdyż wcale nie uczyła się nowych technik, a jedynie przeszkadzała w zajęciach, oceny miała kiepskie i z trudem koncentrowała się na lekcjach, miała też za sobą pierwszą ucieczkę ze szkoły i poszukiwanie przez policję oraz kradzież telefonu komórkowego młodszej koleżanki. Czekaliśmy już wtedy na rozpoczęcie terapii rodzinnej, licząc na pomoc w poprawie relacji między nami a dzieckiem i szukaliśmy sposobu na zmotywowanie jej do samodzielnej nauki. Po wielu rozmowach z pedagogiem szkolnym i kilku spotkaniach z psychologiem z rejonowej poradni psychologiczno-pedagogicznej postanowiliśmy wnioskować o nauczanie indywidualne dla córki, z którego zresztą korzystała przez cały kolejny rok.

Podczas jednego z tych spotkań pani psycholog jakby trochę zmieszana oświadczyła, że niestety musi upomnieć mnie w jednej sprawie.

Tu konieczna jest pewna dygresja. Licząc od tamtego momentu, od pół roku mieszkał już z nami nasz chory synek. Patryczek nie oddycha samodzielnie, pomaga mu w tym rurka tracheostomijna założona w tchawicy. Rurka ta wymagała wówczas częstego udrażniania poprzez odsysanie specjalnym cewnikeim podłączonym do ssaka. By móc właściwie zaopiekować się chłopcem, przed zabraniem synka do domu, musieliśmy zostać przeszkoleni przez anestezjologa i pielęgniarki. Zanim odsysanie stało się dla nas rutyną, przez trzy miesiące ćwiczyliśmy je pod okiem personelu medycznego, odwiedzając Patryka w oddziale szpitalnym.

Wracam do owego upomnienia. Pani psycholog zapytała mianowicie czy uważamy za stosowne obarczanie jedenastoletniej wówczas Dominiki odpowiedzialnością za opiekę nad tak chorym dzieckiem jakim jest jej przybrany braciszek. Kiedy dopytałam o co dokładnie chodzi, usłyszałam, iż córka poskarżyła się tej pani, że w szkole nie potrafi się skoncentrować z powodu ...niewyspania, ponieważ budzi się w nocy i wstaje, by odsysać brata. Rodzice bowiem śpią głęboko i nie słyszą jego płaczu, dlatego to siostra musi interweniować.

Kłamstwo było oczywistością z wielu względów. Po pierwsze - syn z powodu nieruchomości strun głosowych nigdy nie płakał i nadal nie płacze na głos, jego płacz poznajemy wyłącznie po łzach i wyrazie twarzy. Po drugie - śpi podłączony do specjalnego urządzenia - pulsoksymetru z alarmem dźwiękowym, który odzywa się, gdy dziecko wymaga udrożnienia dróg oddechowych, niemożliwe było więc byśmy przespali taki alarm. Po trzecie - Dominika miała absolutny zakaz manipulowania w jakikolwiek sposób przy rurce brata. Po czwarte - spała wtedy w drugim pokoju.

Sytuację z panią psycholog szybko wyjaśniłam. Zastanawiałyśmy się wspólnie dlaczego córka skłamała i wnioski były dość oczywiste; pewnie jest zazdrosna o chorego brata i oczekuje od nas więcej uwagi, być może należy ją włączyć w drobne czynności pielęgnacji Patryka jak podanie pampersa czy wyniesienie brudnej pieluszki, może potrzebuje dowartościowania i chce się poczuć kimś szczególnym.

Dlaczego mnie to wtedy nie zaniepokoiło? Tak łatwo przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, nie poświęcając sprawie zbyt wiele czasu i uwagi. A to był już początek. Niespełna jedenastoletnia Dominika zarzuciła nam zaniedbanie młodszego dziecka, dwa lata później oskarżyła męża o to, że ją dusi, jako czternastolatka zarzuciła mi regularne znęcanie; głodzenie, przetrzymywanie w pokoju, zakaz korzystania z łazienki. Czy mogłam jakoś temu zapobiec?

Małe dopowiedzenie. Jest w nas tak wiele żalu do wszystkich, którzy mieli pomóc, a nie pomogli, czasem wręcz zaszkodzili, że nie potrafię i nie chcę się przed nim powstrzymać. Podczas tej rozmowy, nagle zupełnie bez związku ze sprawą, pani psycholog zapytała mnie: "pani jest w ciąży, prawda?" Zdziwiona spojrzałam na ledwie zarysowany brzuch ukryty zresztą pod fałdami letniej sukienki. Nie czekając na moją odpowiedź, kobieta ciągnęła: "nie wiem czy to będzie korzystne dla córki". Jasne, powinnam zapytać. Ponieważ jesteśmy rodzicami adopcyjnymi dziecka z rad, planując powiększenie rodziny, powinniśmy najpierw poprosić o akceptację małą Dominikę, a następnie wysłać podanie z prośbą o rozpatrzenie do wszelkich instytucji, które akurat udają, że wiedzą jak pomóc naszemu niezwykle trudnemu dziecku. Paranoja w ciapki.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack