<< Zwrotki - w prasie o rad | Strona tytułowa | Upomnienie od pani psycholog >>

A nuż się uda...?

Rozpoczęły się wakacje, nasze drugie wspólne. Córka ukończyła pierwszą klasę, w nagrodę za starania kupiłam jej interaktywnego konika-dzidziusia, którego można było karmić ze specjalnej butelki. Wymyśliłam też, że zaproszę do nas na weekend koleżankę z dwiema siostrzenicami w podobnym wieku, by Dominika mogła spędzić trochę czasu z koleżankami. W planie były atrakcje, spacery, lody, wspólne gotowanie obiadu. Trochę obawiałam się zamieszania wywołanego przez trzy małe dziewczynki na naszym malutkim wtedy metrażu, ale przekonałam siebie samą, iż damy radę i z radością czekałyśmy na gości.

W tym czasie Dominika chętnie spotykała się też z równolatką, koleżanką mieszkającą dwa piętra niżej. Planując zabawy z gośćmi, zapytała mnie czy może zaprosić do domu także Emilkę. Wytłumaczyłam jej, że podczas weekendu nie, ponieważ będzie duże zamieszanie, mało miejsca w mieszkaniu, poza tym powinnyśmy w tych dniach szczególnie skupić się na gościach i mieć dla nich czas. Dodałam też, że pewnie razem z dziewczynkami wyjdą na chwilę na podwórko i tam pobawią się z Emilką. Córka sprawiała wrażenie jakby wytłumaczenie ją przekonało.

Kiedy wychodziłyśmy już, by odebrać znajome z dworca, drzwi sąsiadów otworzyły się i naprzeciw nam wyszła mama Emilki. Dominika uśmiechnięta od ucha do ucha, zapytała mnie głośno najzwyczajniej w świecie: "mamusiu, prawda, że Emilka może dzisiaj do nas przyjść?" Zagryzłam zęby i asertywnie odpowiedziałam, że dzisiaj ani jutro nie może, tłumacząc sąsiadce dlaczego tym razem nie zapraszam jej córki. Nie było łatwo odmawiać, bo mama Emilki była starsza ode mnie o co najmniej dziesięć lat, bo wielokrotnie wymieniałyśmy się opieką nad dziećmi i bardzo mi zależało na tym, by taki układ przetrwał, bo nie czuję się komfortowo oświadczając komuś, że drzwi mojego domu są dla niego zamknięte, choćby tylko na dwa popołudnia. W drodze na dworzec zapytałam córkę dlaczego tak postąpiła. Dominika odpowiedziała po prostu: "bo chciałam". W jej przekonaniu było to zupełnie wystarczające uzasadnienie. I tak zostało do końca; jeśli czegoś chciała, to nie liczyło się nic innego, żadne relacje, osoby czy inne względy. Ważne by osiągnąć cel.

Dominika wiedziała, że nie powinna zadać tego pytania, zrobiła to świadomie, by wpłynąć na mnie za pośrednictwem obcej osoby i uzyskać coś, czego akurat jej odmówiłam. Wielu rodziców biologicznych, którym termin rad jest całkowicie obcy, pewnie powiedziałoby, że nie ma z czego robić wielkiej sprawy, ponieważ każde dziecko czasem testuje swoich opiekunów w nietypowych sytuacjach, aby sprawdzić czy pewne zasady są niezmienne. Kiedy miało miejsce to zdarzenie córka mieszkała ze mną od trzynastu miesięcy. Każdego komu ciśnie się na usta komentarz taki jak powyżej, mam ochotę zapytać czy jest w taki sposób testowany przez swoje dziecko przez 365 dni w roku. Jeśli odpowiedź jest twierdząca, niewątpliwie powinien skontaktować się ze specjalistami od diagnozowania zaburzeń więzi.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack