<< Święty Mikołaj i renifer | Strona tytułowa | A nuż się uda...? >>

Zwrotki - w prasie o rad

Miała wrażenie, że rozregulowane na każdym froncie usiłują się jakoś dostroić, pochłaniając słodycze. W domu, kiedy nie było nic słodkiego, zjadały za jednym posiedzeniem kilogram cukru, słoik miodu, kisiel w proszku. Puste paczki oklejały taśmą, ustawiały na półce, żeby imitowały pełne. Kiedy pytała, czy to one zjadły kupiony ledwie kilka godzin wcześniej miód, szły w zaparte albo zwalały jedno na drugie[...]

[...]rady biologicznych dla rodziców zastępczych okazują się kompletnie nieprzydatne, jakby skrojone pod zupełnie inne dzieci. Ktoś doradzi, żeby za karę zabierali im coś, na czym im zależy – ale bezzwrotnym nie zależy na niczym. Niszczą zabawki, nie umieją zainteresować się filmem w telewizji, skupić na czytaniu bajki. Nieskuteczne okazuje się nawet – zalecane przez biologicznych – odmawianie słodyczy, bo mogą je przecież wyżebrać albo ukraść kolegom. Biologiczni radzą wreszcie, żeby okazywali im emocje, mówili o swoim smutku czy lęku. To akurat emocjonalnie bezzwrotni podłapują w miarę szybko, ale odbierają jako sygnał „jestem słaby, atakuj, niczego nie odmówię”. I wtedy – pozamiatane.

[...]jak mówią zastępczy, kiedy dociera do nich, że już nic nie są w stanie zrobić, przestaje im na kimkolwiek zależeć. Wieloletni trening robi swoje, poza tym bezzwrotni, mistrzowie w manipulacji, już dawno zniszczyli ich przyjaźnie czy opinię wśród sąsiadów.

Koniecznie przeczytaj cały artykuł: www.polityka.pl

Artykuł jest być może jednostronny, ponieważ pokazuje głównie "ciemną" stronę adopcji. Jako podwójni rodzice adopcyjni, nie możemy zgodzić się do końca z postawionymi w nim tezami. Po pierwsze zarzuca się ośrodkom adopcyjnym, że wciskają dzieci rodzicom, bez podania rzetelnej informacji na ich temat, tymczasem aktualnie w wielu ośrodkach o rad mówi się już otwarcie i udostępnia pełną, udokumentowaną historię dziecka. Po drugie zabrakło pokazania pozytywów adopcji. My wiemy już, że może być tragicznie, ale też pięknie. Życie w rodzinie adopcyjnej może stać się przestrzenią wzajemnego stwarzania się i obdarowywania miłością, która nie jest przecież naturalna lecz nadprzyrodzona, a może też stać się źródłem totalnej destrukcji i rodzinnego dramatu. O tej destrukcji autorka pisze bardzo mądrze i prawdziwie, choć niektórym czytelnikom ton wypowiedzi wyda się pewnie wyolbrzymiony. Nie jest ani trochę. Naprawdę czasem bywa aż tak źle.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack