<< Wplyw dziecka z RAD na rodzine | Strona tytułowa | Zwrotki - w prasie o rad >>

Święty Mikołaj i renifer

Nie wiem dlaczego myśląc o trudnych chwilach z córką, przypominam sobie akurat tamten wieczór. Czy był trudniejszy od wielu innych? Chyba nie, ale to były nasze pierwsze wspólne Mikołajki i bardzo chciałam, by to wspomnienie mocno zapadło nam w pamięć, zwłaszcza Dominice, która wcześniej nie znała wcale tej tradycji.

Wyszłam z pracy tuż przed godz. 17, szybko odebrałam córkę ze świetlicy i pojechałyśmy do Rynku, gdzie miał być dostępny dla dzieci Mikołaj i prawdziwy renifer. Byłam na nogach od wczesnego rana, zmęczona w dodatku głodna i z rozpoczynającą się infekcją gardła. W perspektywie na wieczór a raczej na noc miałam pomoc Dominice w odrabianiu zadania i stos kartkówek do poprawienia, ale oddaliłam od siebie te myśli, pragnąc skoncentrować się na najbliższych momentach.

Córka była zachwycona reniferem, głaskała go, karmiła. Na kolana Mikołaja wdrapała się bez najmniejszej obawy, przytulała go zupełnie nie zachowując normalnego dystansu. Wykonałam płatne zdjęcie pamiątkowe, takie w sam raz do oprawienia w ramkę i postawienia na biurku. Nasze tygodniowe finanse trochę na tym ucierpiały, gdyż w tamtych latach nie mogłyśmy pozwolić sobie na wiele, jednak doszłam do wniosku, że raz się żyje i trzeba sprawić dziecku tę przyjemność. Problem zaczął się, kiedy trzeba było ustąpić miejsca w saniach kolejnym dzieciom. Wołałam, prosiłam, tłumaczyłam i nic. Dopiero "zwabienie" w celu obejrzenia zdjęcia pomogło, jednak zaraz potem Dominika chciała wracać do sań. Nie było takiej możliwości, kolejka rosła, dzieci przybywało, zresztą czułam się już bardzo zmęczona i uznałam, że czas wracać do domu. Wrzeszczała, płakała, kłóciła się ze mną i tak przez całą drogę Rynkiem, także później, w tramwaju. Ludzie popatrywali na rozzłoszczoną dziewczynkę i zakłopotaną mamę, a ja wewnętrznie cała drżałam ze złości i wstydu. "No oczywiście, strasznie by ci się stało, gdybym tam jeszcze została! Kochana mamusia, zadanie musi ze mną odrobić. Ty nie jesteś dobrą mamą." - usłyszałam słowa zupełnie inne niż w analogicznej sytuacji wypowiedziałaby zdrowa sfrustrowana siedmiolatka.

Mogło być bajkowo i cudownie - rozświetlony Rynek, wirujące w powietrzu drobne płatki śniegu, Święty Mikołaj, zdjęcie z reniferem, mała dziewczynka o zaróżowionych od mrozu policzkach i zmęczona, ale pełna entuzjazmu mama. Nie brzmi zbyt życiowo? Jak najbardziej tak; ludzie wokół nas tak właśnie to przeżywali, w radości. Zgubiłam tamto zdjęcie, pewnie zawieruszyło się gdzieś podczas przeprowadzek.




Dodaj komentarz Wyślij TrackBack